Sobota z Vivaldim na Winter Vertical Wierch nad Kamieniem

Zanim do głosu, a raczej słuchu, zostanie dopuszczony Vivaldi, niech kanon „Cztery pory roku” wprowadzi nas w klimat biegowych zmagań, które były udziałem Uczestniczek i Uczestników towarzyskiego treningu, pod nazwą Winter Vertical Wierch nad Kamieniem:

Cztery pory roku to karuzela.
Roztańczony świat swoje barwy zmienia

[…]

Wiosna się zieleni i kwitną sady,
lato złoci się, pachnie owocami,
liść rudy spadnie z drzew,
białą drogą przyjdzie pierwszy śnieg

 

Skąd pomysł, aby tak rozpocząć relację z wydarzenia? Zapytajcie jego Uczestników lub czytajcie dalej.

 

Nastaje nowy dzień…

Sobotni poranek (08 grudnia br.). Powieka unosi się. W tym miejscu można by zacytować Maksa z filmu „Seksmisja” :

„Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę”.

Jednocześnie w tej, nasyconej paletą barw, tworzącej czarną plamę, scenerii, słychać szelest odsuwanej kołdry. Z jej głębi, daje się odczuć uciekające ciepło, które znika bezpowrotnie. Szybkie ruchy w kierunku małego przełącznika, mającego przynieść „oświecenie” i już postać odziana w nocny stój, rozpoczyna biegowy dzień.

 

W drogę ruszyć czas…

„Mundur” biegacza, odnajduje swoje miejsce na ciele Karol BOSEGO WIRUSA Trojana, czyli sylwetki, która jeszcze chwilę wcześniej wyłaniała się z mroku. Trzy kromki z dżemem, znikają w czeluściach przewodu pokarmowego, dając nadzieję na zapewnienie organizmowi odpowiedniej ilości energii. Przerzucony przez ramię pakunek z kompletem odzieży na zmianę, zwiastuje wymarsz z domowego gniazda.  Niebawem, gdyż kilkadziesiąt kroków dalej, okaże się, iż ustalenia, wynikające z wymiany zdań poprzedniego dnia, zostaną urzeczywistnione. Stanie się to wtedy, gdy tylko dojdzie do spotkania z Kuzynem Wirusa – Tomkiem, który zapewnił towarzystwu transport do punktu koncentracji.

 

Na szkolnym korytarzu…

… trwają rozmowy. Nie, to nie uczniowie korzystają z przysługującego im oddechu między lekcjami. Gwar tworzą, barwnie ubrane, nie tylko w kolory tęczy, pełnoletnie osoby. Po co tu przyszły i kto w ogóle wpuścił ich do Szkoły Podstawowej w Maciejowej, w trakcie weekendu? Po wstępnym rozeznaniu okazuje się, iż ta rozradowana, lecz z lekka zaspana gromadka, pojawiła się, aby wziąć udział w biegowym treningu Winter Vertical Wierch nad Kamieniem, którego inicjatorem jest Łukasz Przybyłowicz z szanowną Małżonką Dorotą.

Przyglądając się z boku można pomyśleć, iż zamieszanie osiąga coraz to większy poziom wtajemniczenia. Jednakże, gdy tylko, przykucnie się i przypatrzy się zaistniałej sytuacji bliżej, oczom ukazuje się sprawnie zorganizowana maszyna. Jedni śmiałkowie podchodzą po odbiór numerów startowych, inni przygotowują rzeczy do oddania do depozytu, który tym razem znajduje się „na wysokościach”, czyli przed drzwiami Schroniska na Łabowskiej Hali.

Nieopodal biblioteki stoi tajemnicza postać, która bacznie obserwuje „całe to zbiegowisko”.

– Widzę, iż Pani tak na nas patrzy, jak na szaleńców – zaczepia Kobietę Bosy Wirus

– Dokładnie, tak sobie myślę, jak Wam się chce. Nie dość, że wczesna pora, to jeszcze w taką niesprzyjającą pogodę – odpowiada Nieznajoma

– Przecież co lepszego można robić w sobotni poranek, jak nie biegać – z przymrużeniem oka, rzecze Karol

– Właśnie – kwituje uśmiechem Dama.

 

Ostatnie pożegnanie…

Akcja przenosi się do jednej z szkolnych sal. Na scenie pojawiają się trzy postacie: jedna już wcześniej wspomniana – Łukasz, w towarzystwie dwóch Dam (Pani Wójt i „łabowskiej” Pani Radnej Wojewódzkiej). W tym momencie następuje przekazanie zebranym informacji praktycznych, dotyczących przebiegu trasy dzisiejszych zmagań. Jednym zdaniem „podążaj za białym królikiem”, tfu, tfu, tzn. za białymi szarfami.

To nie koniec niespodzianek.

 

Jesień…

Wychodząc na miejsce startu, Biegaczki i Biegacze napotykają… ścianę deszczu. Chłodno, mokro i wilgotno wokoło. Iście jesienny klimat, który dobitnie ubrał w nuty Vivaldi.

 

Atrakcja turystyczna…

W międzyczasie, w okolicznych domach wybucha poruszenie. Twarze i dłonie przyklejają się do szyb. Przez uchylone okna, dobiegają piski. Tak Dzieci reagują na widok tłumu, który przebiega przez ich miejscowość, niejednokrotnie, prawie pod samymi domostwami. Część „biegowej braci” równie żywiołowo odpowiada na dziecięce zaczepki. Swoista atrakcja turystyczna. Na razie. W związku z planami Łukasza Przybyłowicza, zmierzającymi do poszerzenia oferty biegowej ziemi  łabowskiej, może niebawem będzie to codzienność. Daj Boże.

 

Zima…

Mija 5. kilometr, a jesienne wietrzno – deszczowe, prezenty spływające z nieba, zmieniają się w białe mokre płatki. Na każdym odsłoniętym odcinku, twarz zostaje poczęstowana białą zasłoną. Dobrze, że wirusowe oblicze, choć trochę osłania daszek czapki. Dzięki takiemu zabiegowi, łatwiej pokonywać kolejne metry trasy.

Wzrok coraz częściej kieruje się w dół. Każdy krok zaczyna wymagać większej koncentracji, gdyż nawierzchnia przywdziewa, miejscami niewidoczne, lodowe okrycie. Po pokonaniu 6 000 metrów, w głowie kłębi się myśl

może czas założyć kolce?

Pytanie tym ważniejsze dla bezpieczeństwa biegacza, że obuwie minimalistyczne MS Baribal, które założył nie posiada  „chwytliwego” bieżnika. Podeszwa 5. milimetrowa gwarantująca doznania, zbliżone do biegania boso, i w takim samym stopniu „trzymająca się podłogi” wraz z elastycznością, pozwalającą zwinąć buty w rulon i „włożyć je do kieszeni”, przemówiła za wyborem takiego „podkucia”.

tak, tak, miał być bieg na boso, lecz bezpieczeństwo przede wszystkim. Nie chodzi o to, aby za wszelką cenę (odmrożenia stóp), pokazać, że da się boso. To już nie byłaby determinacja, a głupota – odzywa się głos rozsądku Karola.

Kolce zaprzyjaźniają się już z lodem. Lada moment, do przeźroczystej pułapki, dochodzą kolejne warstwy śniegu. Zima wróciła. Bieg odbywa się już w nowej „porze roku”. Prawda Panie Antonio?

 

Uwaga polowanie…

Biegacze zostali ostrzeżeni na odprawie, że na ostatnich metrach odbywa się polowanie.

Prosi się wszystkich o baczne zwracanie uwagi na podbiegu, przed wirażem, znajdującym się bezpośrednio przed metą, i zachowanie prawidłowej techniki biegu, aby zostać w odpowiedniej pozie uchwyconym przez Panią Myśliwą – dało się „wyczytać między wierszami” ze słów inicjatora treningu.

Komunikat nie był na wyrost. W wspomnianym miejscu, dało się zobaczyć, bardzo aktywną Myśliwą. Co prawda, nie była Ona ubrana w tradycyjny zielony strój, czym zapewne chciała zmylić, zmęczoną „zwierzynę”, lecz zdradził Ją (Natalię Podsadowską), błysk obiektywu.

 

 

Pełną galerię „Trofeów” Myśliwej, można zobaczyć TUTAJ.

 

Uff, dotarli…

W schronisku na Łabowskiej Hali, z każdą minutą robiło się tłoczniej. Tłum gęstniał, jednocześnie podnosząc temperaturę otoczenia, co sprzyjało „suszeniu się” przemokniętej odzieży. Na szczęście, wszystkim udało się przeżyć „polowanie”, więc dekoracje (zapoznaj się z wynikami TUTAJ) i podziękowania, przy towarzyszeniu „muzyki na żywo”, przebiegły przy aplauzie kompletu Biegaczek i Biegaczy.

 

Wiosna…

Już „na dole” w Składzistym i w sercu zrobiło się dużo cieplej, a nawet po powrocie do domu zaświeciło słońce.

 

A gdzie lato?

Co niektórzy odnaleźli letnie rozgrzanie, degustując się prywatnie „dumą Sądecczyzny” 😉

 

Czas podziękowań…

To Biegaczki i Biegacze dziękuję, Tobie Łukaszu i Twojej Żonce Dorocie, za świetnie spędzoną sobotę!

 

1 Trackback / Pingback

  1. Skąd baribale na Sądecczyźnie? - Bosy Wirus - społeczność osób "zarażonych" zdrową, bosą aktywnością!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*