Wyzwanie #HośPobiegaćMaratonPro ukończone!

55,35 kilometrami o przewyższeniu 2 200 metrów, postanowiłem podsumować mijające wakacje. Jak było? Ciekawie i wymagająco, ze względu na profil trasy oraz fakt, iż wyzwania podjąłem się 5 dni po udziale w „I Mistrzostwach Polski Backyard Ultra Polska”. Chociaż namiastkę, tego co spotkało mnie po drodze, postaram się przedstawić Ci w poniżej fotorelacji, okraszonej krótkim komentarzem.

Po tym, jak Mariusz Popiela, znany szerzej, pod pseudonimem „Hana”, zaproponował rowerzystom i biegaczom, poznawanie okolic Kamionki Wielkiej, poprzez pokonanie, wyznaczonych przez Niego tras, po głowie zaczął mi chodzić pomysł o zrobieniu tego, nie na „dwóch kółkach”, lecz „dwóch nogach”.

Jako, iż większość tras była mi znana, gdyż jej fragmenty pokonywałem już wcześniej na treningach oraz zważywszy na podejście do tematu „im dłużej i ciężej, tym ciekawiej”, 31 sierpnia br. postanowiłem się zmierzyć z dłuższą wersją „pro”.

Pętlę zacząłem „kreślić” od słupa stanowiącego początek żółtego szlaku, znajdującego się na granicy Nowego Sącza i podsądeckiej Jamnicy.

Tu już zawitałem na Popardowej, czyli między Gminami: Kamionka Wielka i Nawojowa. W tle Kotlina Sądecka.

Popardowa, oprócz pięknych widoków, „przywitała” mnie dwoma rozmowami z jej Mieszkańcami.

Pierwszą z nich, którą można nazwać edukacyjną, przeprowadziłem z pewnym Jegomościem (spacerującym z psem), który widząc, iż żwawo pokonuję podejście, zwrócił się do mnie:

Po górach to się chodzi powoli, a nie tak pędzi.

Ma Pan rację. Normalnie, gdy chodzę po górach to na spokojnie. Dzisiaj jednak mam trening i chodzi o to, aby trochę się zmęczyć – wytłumaczyłem, dodając:

Wędrując po górach, należy cieszyć się otaczającą przyrodą i widokami.

Też tak zawsze robię. Nawet, jak Pan widzi, podczas dzisiejszego spaceru z psem – dodał współrozmówca

Udanego spaceru i dnia Panu życzę – rzekłem na pożegnanie

Wzajemnie – odpowiedział spacerowicz

Dobrze spotkać kogoś, kto rozumie ideę turystycznego wędrowania – pomyślałem, udając się w kierunku szczytu Skalnik. Gdy spokojnym tempem minąłem kapliczkę poniżej niego, a jeszcze nie dobiegłem do drogowskazu z kolejnego zdjęcia, między starszą Parą a mną, wywiązała się krótka wymiana zdań.

Dzień dobry – zwróciłem się do zastanego przy pracy małżeństwa

Dzień dobry – zgodnie odpowiedzieli mili Państwo

Panie, moja Babka, jak miała 90 lat, to szybciej biegała – dodał zaczepnie starszy Pan

Jak będę miał tyle doświadczenia i lat jak Pana Babcia, to też będę szybciej biegał – odparłem z humorem i dystansem

Daj spokój. Tu przecież nie chodzi o tempo – natychmiast skarciła swego wybranka, towarzysząca Mu Pani. Ta odpowiedzią pozytywnie mnie zaskoczyła, zapewne mając na myśli, samą przyjemność z biegu oraz obcowania z przyrodą.

Dalej droga prowadziła przez lasy i polany. Tu jestem, gdzieś (jak głosi drogowskaz) nad przysiółkiem Żakówka w Kamionce Wielkiej.

Po pokonaniu prawie 12 kilometrów, odnalazłem „moją” sznurówkę, która zimową porą wskazuje miejsce skrętu (w lewo za plecami) na „Czarną Kępicę” w Kamionce Wielkiej.

Kilometr z „hakiem”, licząc od wspomnianej sznurówki i już witam się z „Czarną Kępicą”

Szybkie „hop” i z jednego górskiego grzbietu, ląduję na drugim, tj. na Rachelowskich Górach, którymi prowadzi ścieżka przyrodnicza oraz część „Szlaku Sądeckich Żołnierzy Wyklętych”. Jednocześnie, są one dodatkiem „pro” w podjętym wyzwaniu. Kolejne 4 zdjęcia, poprowadzą Cię właśnie tam.

Zbiegając z Rachelowskich Gór, mogłem „rzucić okiem” na kamieniołom w Kamionce Wielkiej.

Po skręcie z głównej drogi i minięciu drewnianego domu z jego prawej strony, zaczęła się niezła wyrypa. Ostro w górę i ogień w „czwórkach”, łydkach, aby znów znaleźć się na grzbiecie Rachelowskich Gór. Oj, to szybkie (biorąc pod uwagę różnicę wysokości, a nie tempo) wspinanie się wzdłuż wąwozu, sprawdziło moje samozaparcie 😉

Opuszczając część „pro” wyzwania, powróciłem „pod sznurówkę”, aby dalej podążać żółtym szlakiem, aż do spotkania z niebieskim, który miał mnie zaprowadzić na kolejne górskie pasmo: Postawnego i Jaworza.

p.s. tu także powinno pojawić się zdjęcie z Koziego Żebra, lecz z rozpędu przegapiłem stosowną tabliczkę informacyjną.

Na Przełęczy nad Bacówką (między Boguszą a Binczarową) odsłonił się widok na szczyt Jaworza.

W drodze na Jaworze.

Na szczycie Jaworza u podnóża wieży widokowej, jak zwykle wiało.

W żołnierskich słowach, trzeba było powiedzieć „do zobaczenie Jaworze”. W lesie ściemnia się szybciej, więc nie zwlekając, śmigam do Ptaszkowej.

Po około pięciu kilometrach, docieram do Centrum Sportów Zimowych. Otaczająca go przestrzeń, pozwala nacieszyć się jeszcze trochę naturalnym światłem. Robię szybkie zakupy, uzupełniając zapasy wody mineralnej i izo, przed czekającym mnie ostatnim etapem podróży.

Taka atrakcja na trasie – przeprawa pod nasypem kolejowym.

Nocka już nastała, więc dbając o własne bezpieczeństwo założyłem lampkę oraz kamizelkę odblaskową. Pamiętaj o takim wyposażeniu, trenując o zmierzchu, czy też nocą.

Pętla domknięta. Zrobiłem to! #HośPobiegaćMaratonPro zaliczony 🙂

Po powrocie do domu, chwila na „szamanko” lub jak to mówi moja Córa „żarełko”, kąpiel i zgłoszenie ukończenia wyzwania jego Pomysłodawcy, gdyż „czas już bliski”.

Dla spragnionych grafik, podrzucam profil trasy oraz mapkę z jej przebiegiem.

Na zakończenie, chciałbym Cię zapytać Czytelniku, czy i Ty wziąłeś udział w wspomnianym wyzwaniu? Jeśli tak, to zostaw po sobie ślad w komentarzu. Jeśli nie, to również w komentarzu daj znać, czy chciałbyś pokonać ów trasy i na czym (rower, własne nogi, a może masz inny pomysł?).

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*